wtorek, 31 maja 2016

Po co i kiedy dawać uczniom prace domowe?

ODPOWIEDŹ 1: Małgorzata Taraszkiewicz, Grupa Edukacyjna 21

W internecie ostatnio ukazał się raport z dużych badań na temat prac domowych.  Wnioski były jednoznaczne – odrabianie lekcji nie ma większego znaczenia dla postępów uczniów w nauce. Mnie to nie dziwi.  Po pierwsze – jeśli umiesz w szkole, to umiesz także w domu. Jeśli nie umiesz w szkole, to także nie umiesz w domu i pewnie sam się nie nauczysz!

Wyjątek:  uczeń ma chętnych do pomocy rodziców ekspertów od wszystkiego, w tym od uczenia się. A to nie jest taki masowy przypadek…


Na ogół dzieci nie podchodzą entuzjastycznie do odrabiania lekcji. Bo po pierwsze zadania są nudne i odtwórcze, nie dotyczą ani własnego życia, ani nie pozwalają na wykazanie się posiadanymi umiejętnościami, talentami i zainteresowaniami własnymi. Wyjątki się zdarzają, kiedy zakres „odrabianek” pokryje się z obszarem osobistych zainteresowań, można je zrobić w grupie i wykazać się pomysłowością. Ale to także nie zdarza się powszechnie.

Odrabianie lekcji zabiera sporo czasu z życia – to 2-3 godziny dziennie, czasem więcej.  Jeżeli uczeń ma 12-18 przedmiotów nauczania (np. w gimnazjum) i każdy nauczyciel zaplanuje choćby niewielką pracę domową na 10-15 minut, to już się robi co najmniej 120 minut.  Wiadomo, że większości lekcji nie da się odrobić w 10 minut.  

Konkluzja: prace domowe powinny mieć charakter wyzwań, które pomagają się rozwijać poprzez np. integrację nabywanej wiedzy z życiem. Jeśli przerabiamy „związki i mieszaniny” – uczeń może zrobić listę kilku takich substancji obecnych w domowej kuchni.   Kiedy tematem są bryły – szuka brył w świecie (może nawet obliczyć ich pole i co tam jeszcze chce). Kiedy uczy się o rymach – pisze własny wiersz. Sam, w parze czy nawet w grupie.

Utrwalanie wiedzy i umiejętności w inny sposób niż w szkole, czyli poprzez aplikacje do życia, kreatywne transformacje czy odniesienie do samego siebie – jest uzasadnione z perspektywy neuroedukacyjnej.  Podnosi poziom wykonania i zrozumienia, wzmacnia umiejętności i kompetencje.
Inaczej nie ma sensu.  


Po ponad 12 tysiącach godzin uczenia się w szkole i mniej więcej 6 tysiącach godzin  odrabiania lekcji – większość absolwentów szkoły nie umie wymienić w kolejności kolorów tęczy, nazw planet naszego Układu Słonecznego, daty założenia Rzymu, nie potrafi narysować kształtu Polski, konia w galopie i nie rozumie samego siebie… A to ostatnie chyba najważniejsze dla całokształtu życiowego.

ODPOWIEDŹ 2: Aleksandra Mikulska, Dyrektor SP nr 8 we Wrocławiu, Ekspert CEO

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zadawania uczniom prac domowych. Uczę już 25 lat i ten pogląd ewoluował z czasem od tego, że zadań powinno być niewiele i powinny być proste, przez przekonanie, że powinny być one ciekawe, twórcze, kreatywne, aż do obecnego zdania, że szkoła nie powinna absorbować uczniów także po lekcjach.

Pomijając wyniki badań np. profesora Hattiego, że wpływ zadań domowych na uczenie się uczniów jest znikomy, uczniowie powinni mieć poza szkoła czas dla siebie. Na rozwijanie swoich zainteresowań, relacje z rodziną i przyjaciółmi, zabawę, bieganie po dworze, wypady do kina, a wreszcie na zwykłe nudzenie się – tak ważne dla rozwoju dziecka.

Tymczasem dzieci i młodzież nie dość, że pół dnia spędzają w szkole, mają zwykle sporo zajęć dodatkowych, to jeszcze zmuszani są do poświęcania swojego, często i tak skurczonego do minimum czasu wolnego na odrabianie lekcji.

Badałam, ile zadawane mają do domu uczniowie w szkole podstawowej zbierając dane o wszystkich zadaniach domowych z jednego dnia. Nauczyciele, którzy z nieznanych mi powodów bronią zadań domowych jak Ordon reduty, sami byli zaskoczeni jak dużo uczeń może ich  „uzbierać”  po pięciu, czy sześciu lekcjach.

Zwłaszcza w szkole podstawowej zadania domowe powodują też często pogłębianie nierówności pomiędzy uczniami, które ze swego założenia właśnie powszechna szkoła podstawowa powinna niwelować. Uczniowie, którzy mogą liczyć na pomoc rodziców (i nie chodzi mi o przypadki, kiedy to rodzice odrabiają zadania domowe za dzieci- choć i one nie są rzadkością), są motywowani do odrabiania prac, uzyskują pomoc w wytłumaczeniu trudniejszych kwestii, mają w końcu przestrzeń w postaci własnego pokoju, przynoszą zadania domowe bezbłędne, staranne, ciekawe. Natomiast Ci, którzy mogą liczyć tylko na siebie, bo rodzice nie mogą, bądź nie chcą ich wspierać, dodatkowo są również karani przez szkołę.

Poza tym, czemu ma służyć zadanie domowe? Jeśli jest tak proste, że uczeń wykonuje je sam poprawnie - to strata jego czasu, jeśli potrzebuje pomocy – to komu zadajemy zadanie- uczniowi, czy rodzicom?

Jestem w stanie dopuścić myśli o zadaniach ciekawych, kreatywnych i przede wszystkim DO WYBORU oraz DLA CHĘTNYCH, ale i tak mam poczucie, że znacznie częściej wybiorą je uczniowie, którzy mogą liczyć na pomoc rodziców.

Dzieci z natury nie są leniwe i potrafią wiele czasu poświęcić same z siebie na zgłębianie tematów, które je interesują. Zawsze jestem otwarta na wszelkiego rodzaju działalność moich uczniów, niekoniecznie związaną bezpośrednio z lekcjami. Dzięki mojej uważności i autentycznemu zainteresowaniu dostępuję zaszczytu oglądania niezwykle ciekawych np. kolekcji rysunków, zeszytów z wierszami, a nawet samodzielnie wychodowanych roślinek.  Najbardziej pamiętam kolekcję minerałów- doskonale opisanych, książkę „Duch w szkole”- opowieść fantastyczną, której akcja przebiegała w szkole oraz własnoręcznie wykonany plan połączeń autobusowych we Wrocławiu, z zaznaczonymi ulubionymi przystankami. Znając moje zainteresowanie dzieci często przynoszą mi niezwykle pracochłonne wytwory, ale też po prostu opowiadają o przeczytanej książce, obejrzanym filmie, co ciekawego zobaczyły na wycieczce, czy jaką grę wymyśliły z kolegami na podwórku. 

Kiedyś byłam zwolenniczką zadawania kreatywnych, ciekawych prac domowych. Niedawno zapytałam moją córkę, uczennicę II klasy LO, jakie zadanie domowe by ją zachęciło do odrobienia go. Ku mojemu zaskoczeniu, córka, która ma rozlegle zainteresowania- biega po muzeach, robi kurs na przewodnika po Sudetach, rysuje, czyta, pracuje wolontaryjnie z niepełnosprawnymi dziećmi – słowem czerpie wiedzę wszystkimi możliwymi kanałami, odpowiedziała: „Mamo –ŻADNE. Jak mam mieć z każdego przedmiotu zadanie – nawet najbardziej interesujące, to nie mam siły ich robić, bo muszę kiedyś żyć.”

I tak właśnie jest – dajmy uczniom prawo do życia niezwiązanego ze szkołą. Szkoła to nie wszystko. Nie możemy  przecież powiedzieć- będziesz robił to, co cię interesuje i co kochasz po maturze. Dajmy szansę na zajmowania się tym, co same sobie zadadzą – bo to są najbardziej wartościowe zadania domowe.


ODPOWIEDŹ 3: Bernardeta Wójtowicz, nauczycielka matematyki, III LO im. Jana Kochanowskiego w Krakowie

Uważam, że w klasach 1-3 prac domowych powinno niemalże nie być. Wychowawczyni mojego starszego syna uważała, że najwięcej można zrobić na lekcjach i w domu dzieci powinny ewentualnie tylko dokończyć jakiś fragment, którego nie udało się zrobić w szkole. To podejście podoba mi się najbardziej. Dzieci bardzo intensywnie pracowały podczas lekcji. Nie tylko robiły zadania z matematyki, ale też grały w bingo, ćwicząc tabliczkę mnożenia, opowiadały o swoich przeczytanych książkach, budowały miasto z różnych pudełek i opakowań itp. Nie było zaś braków zadań - jeśli dziecko nie zdążyło zrobić jakiegoś ćwiczenia czy też czegoś dokończyć -– nauczycielka przypominała o pracy, a dzieko dostawało możliwość uzupełnienia pracy domowej w kolejny dzień. Brak zadania będący postrachem wielu małych dzieci - nie był nim, tak naprawdę, bo uczeń wiedział, że może wszystko uzupełnić - nawet później i będzie ok. Oczywiście w przypadku powtarzających się opóźnień pani rozmawiała o tym z rodzicami, którzy mogli nie zdawać sobie sprawy z zaległości dziecka.

Oprócz intensywnej pracy na lekcjach dzieci miały czas by np. w słoneczne dni pobawić się na zewnątrz (nawet w czasie lekcji). Po prostu pani wyczuwała kiedy dzieci są zmęczone. Poza tym miała świadomość jak ważna jest w tym wieku aktywność fizyczna. Z drugiej strony dzieci wiedziały, że jeżeli zrobią co trzeba, to zostanie im czas na zabawę.

Niestety takie podejście to rzadkość. Stykam się z wieloma rodzicami małych uczniów i przeważnie jest całkiem inaczej. Codziennie, już od klasy pierwszej dzieci do domu dostają stronę, dwie strony, trzy strony zadań, przykładów, kserówek, przepisywania literek itp. Co ciekawe, często w szkole uczniowie wykonują sporo prac plastycznych, czytają całe książki kolejno, itp, a do domu dostają „cięższe” rzeczy jak zadania z matematyki, ćwiczenie tabliczki mnożenia. Rewelacja. Czy nie powinno być na odwrót? W domu, po kilku godzinach spędzonych w szkole dużo łatwiej jest dokończyć kolorowanie obrazka, przeczytać rodzicom (czy też z rodzicami) książkę, przygotować plakat, lapbooka itp?

Trochę inaczej będzie w klasach 4-6. Uważam, że uczniowie powinni mieć zadania domowe, aby przyzwyczaić się, do ich wykonywania. Teraz kwestia ile tego zadania i kiedy. Ile - to całkiem proste - nie za dużo. Jeśli zadania będzie całe mnóstwo i z wielu przedmiotów, to uczeń po spędzeniu wielu godzin w szkole będzie musiał jeszcze spędzić dużo czasu nad książkami i zeszytami zamiast na aktywności fizycznej. W przypadku matematyki, której uczę, zadania mają na celu wyćwiczenie tego co nauczyliśmy się na lekcji, tak aby nabrać niezbędnej biegłości. Wielu moich uczniów z liceum ma teraz trudności z wykonywaniem prostych obliczeń i działań na ułamkach, gdyż w odpowiednim czasie nie zrobili odpowiedniej liczby przykładów. Jeśli chodzi o języki obce - to polecam np. Quizlet - do ćwiczenia słówek. Wystarczy wpisać listę słów do programu, a potem tylko powtarzać... to dużo bardziej atrakcyjne, bo można ćwiczyć na komputerze.

W przypadku dłuższych zadań, np. wypracowań z języka polskiego ideałem byłoby zadawanie na "za kilka dni", albo "z terminem oddania do..." to dużo lepsze niż wypracowanie na jutro.

Z historii, przyrody, czy też innych przedmiotów uczniowie mogą na zadanie przygotowywać plakaty - papierowe lub w wersji elektronicznej. Tworzenie prezentacji pomaga podsumować dział jeśli uczeń będzie wiedział jakie są wobec niego oczekiwania - co powinno być na poszczególnych slajdach, albo jaki jest plan prezentacji.

Uczniowie mogą tez przygotować film ze swoim udziałem, opublikować go na Youtube za pomocą rodziców, ustawić odpowiednie ustawienia prywatności - np. film niepubliczny albo prywatny. Takie zadanie jest inne, wymaga innych umiejętności, ale stanowi wyzwanie i ciekawą alternatywę dla zwykłej pracy domowej. Wymaga też połączenia umiejętności z kilku obszarów.

W przypadku zadań domowych kluczowe jest, aby rodzice i uczniowie wiedzieli co jest na zadanie. Jest to istotne zwłaszcza w sytuacji, gdy w szkole są kary za brak zadania - typu punkty ujemne, smutne buzie itp. Uczniowie klas 1-3 są mali, więc nie zawsze wystarczy dzieciom tylko powiedzieć co jest do zrobienia.

Nauczyciel powinien np. sprawdzić czy wszystkie dzieci zapisały co trzeba zrobić, albo wysłać wiadomość w dzienniku elektronicznym, albo wysłac maila rodzicom z informacją o zadaniu, czy też wreszcie napisać na tablicy ogłoszeń (klasowej, szkolnej) dostępnej dla rodziców po zakończeniu lekcji, co jest na zadanie.

Uczniowie klas 4-6 są niby starsi, ale wg mnie też wymagają kontroli w kwestii co jest na zadanie (zwłaszcza na początku klasy czwartej). Starsze dzieci powinny się wdrażać do zapamiętywania zadań, zapisywania zadań - najlepiej pod lekcją, albo w osobnym notesie, w kalendarzu google - dowolnie - byle skutecznie. Z uważaniem na lekcji jest różnie, więc dobrze by było, aby nauczyciel zapisał na tablicy co jest zadane. Mimo, że pracuję w liceum - tak robię i jest to szansa, dla tych którzy pracują dużo szybciej niż inni do skończenia pracy domowej jeszcze w szkole.

ODPOWIEDŹ 4: dr Łukasz Srokowski, trener, socjolog edukacji (www.srokowski.pl

Zadania domowe stanowią dużą bolączkę współczesnego systemu oświaty. W teorii mają dużo sensu i wydają się wartościowe, a w praktyce są najczęściej źródłem bezsensownego stresu u dzieci i konfliktów na linii dom-szkoła.

Z punktu widzenia teorii uczenia się, zadania domowe są dość wartościowym dodatkiem do nauki w godzinach szkolnych. Pozwalają wzmocnić zapamiętaną wiedzę, zgodnie z zasadą, że najlepiej zapamiętujemy powtarzając dany temat wielokrotnie, w niezbyt długich odstępach czasu (ale nie raz za razem, potrzebne jest kilka godzin przerwy). Więc z punktu widzenia neurodydaktyki, zadania domowe miałyby dość dużo sensu. By jednak zadziałały prawidłowo powinny spełniać dwa kryteria: muszą być dla uczniów interesujące i muszą lekko rozwijać temat, przepracowany na zajęciach.

O ile z drugim kryterium zwykle nie ma problemu - większość zadań w zeszytach ćwiczeń jest dość dobrze powiązana z założonym materiałem - duży problem jest z atrakcyjnością. Niestety w momencie, gdy zadanie staje się nudne i uczniowie nie chcą go robić, cała koncepcja traci sens - uczeń znudzony i zniechęcony, robiący zadanie "na odwal", albo pod presją ze strony rodziców, niczego się nie nauczy. A dodatkowo, wzbudzi w sobie niechęć do danego zagadnienia, albo nawet całego przedmiotu.

Jakie zadania mają więc sens? Krótkie i atrakcyjne same w sobie - a nie tylko jako środek, prowadzący do celu w postaci utrwalania wiedzy. Np. obejrzenie krótkiego filmiku na interesujący temat, rozwijającego zagadnienie poruszane na lekcji (na Youtube jest mnóstwo takiego materiału). Raczej nie ćwiczenie w zeszycie ćwiczeń, ani też tym bardziej zadania do wykonania w zeszycie zwykłym.

Co więcej, najważniejsze w dawaniu zadań jest nie to, co będzie ich treścią, ale co stanie się z zadaniem w trakcie kolejnej lekcji. Jeżeli nauczyciel sprowadzi je do "odhaczenia", czy dany uczeń wpisał coś do zeszytu, traci to sens. Jeżeli natomiast zadanie stanie się centralnym punktem kolejnej lekcji, a jego wykonanie znacznie uatrakcyjni udział dla uczniów i stanie się elementem zwiększającym ich prestiż i możliwości, wówczas uczniowie dużo chętniej będą zadania odrabiali - bo będą widzieli ich sens.

Drugie pytanie, to kiedy dawać dzieciom zadania. W zależności od przedmiotu, ale nie wcześniej niż pod koniec szkoły podstawowej. Dziesięciolatkowie są w stanie już wykonywać pojedyncze zadania w domu, nie może być ich jednak za wiele. Na poziomie gimnazjum, a także szkół ponadgimnazjalnych zadania mają sens - jeżeli robione są w wyżej opisany sposób.

No i wreszcie ostatni wątek w tym temacie to indywidualizacja zadań. Czymś, co bardzo może zwiększyć ich atrakcyjność jest możliwość dokonania przez uczniów własnego wyboru - np. spośród listy kilku możliwości określonych przez nauczyciela. Co więcej indywidualizacja może być kluczem do takiego dobrania poziomu trudności zadań dla każdego z uczniów, aby faktycznie zapewnić każdemu z nich optymalny poziom trudności i atrakcyjności. W trzydziestoosobowej klasie jest to raczej niewykonalne, ale w mniejszych jest to coś, co wielu dzieciom mogłoby znacząco podnieść motywację do tej formy pracy.


Rysunek: Jola Mazur (https://www.facebook.com/JolaMazurIllustration/), specjalnie dla bloga Edukacja jest Fajna. 

2 komentarze:

  1. A może odwrócona lekcja? Praca domowa jako przygotowanie do tego, o czym będziemy dyskutować, co będziemy przetwarzać, z czego bedziemy korzystac na nastęnej lekcji? W domu zdobywamy informacje, a w klasie analizujemy ich sens i "prawdziwość" lub debatujemy. W domu za pomoca choćby Quizletu poznalemy słówka, a na lekcji komunikujemy się w języku obcym. W domu czytamy teksty źródłowe, a na lekcji je przetwarzamy. Taka praca domowa może mieć sens i być ciekawa dla dzieciaków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prace domowe są potrzebne ale niektórzy nauczyciele zdecydowanie więcej zadają niż powinni dlatego nie jest ona lubiana przez uczniów.

    OdpowiedzUsuń