poniedziałek, 2 maja 2016

Czy dzieci w szkole powinny być grzeczne?

ODPOWIEDŹ 1 - Aleksandra Mikulska, Dyrektorka SP 8 we Wrocławiu, Ekspert CEO

Zdecydowanie nie! Od lat obserwuję dziwne zjawisko. Przez lata edukacji oczekujemy od dzieci, młodzieży „grzeczności”, czyli podporządkowywania się narzuconym regułom, posłuszeństwa, wykonywania poleceń.  Z chwilą zaś, gdy skończą szkołę, chcemy samodzielnych, odpowiedzialnych obywateli i dziwimy się, że nie potrafią dokonywać wyborów, uczestniczyć świadomie w życiu społeczeństwa. Czyli – do końca czerwca w maturalnej klasie – „grzeczni”, posłuszni, bez zbędnych zastrzeżeń podporządkowujący się woli innych, a od lipca – samodzielni, podejmujący odpowiedzialne decyzje.

Dziecko to człowiek- nie materiał na człowieka, nie jakaś forma wstępna, imago, ale prawdziwy człowiek, mający prawo do wyrażania własnego zdania, emocji. Szanujmy więc tego człowieka, nie ograniczajmy jego wolności, nie oczekujmy podporządkowania się tylko z powodu zależności systemowej (nauczyciel- uczeń, dziecko- dorosły). 

Chcę żyć w społeczeństwie ludzi odważnych, świadomych, mających własne zdanie, nie poddających się niczyjej manipulacji. Chcę, by otaczający mnie ludzie wierzyli  w siebie i realizowali swoje marzenia. 


Dlatego jestem przeciwna promowaniu „grzeczności” i niszczeniu postaw niezależnych, buntowniczych. Niestety obecna szkoła robi to wręcz systemowo i nawet nie mamy świadomości, jak nieodwracalną szkodę czynimy. Ewentualne braki w edukacji zawsze można nadrobić, natomiast zniszczonej osobowości niestety nie.

ODPOWIEDŹ 2 - dr Łukasz Srokowski, socjolog edukacji

"Ta klasa 4b to jest wyjątkowo niegrzeczna" "Maciek zupełnie nie umie się zachować w trakcie lekcji" "Zwariować z nimi można!" Znacie to? Tak często nauczyciele mówią o swoich uczniach. I chociaż ich lubią i w głębi serca współczują konieczności wysiedzenia 45 minut w ławce, to woleliby, żeby te dzieci były choć odrobinę grzeczniejsze. 

Tylko, co to właściwie znaczy "grzeczne dziecko"? Są pewnie nauczyciele, którzy powiedzą, że to takie, które siedzi cicho i nie przeszkadza w realizacji lekcji. Ale czy na pewno chodzi o to, aby dzieci milczały? Może to oznacza, że po prostu jest im wszystko jedno i temat ich nie interesuje? Albo, że - co najgorsze - zupełnie się już poddały i czekają tylko zrezygnowane na koniec lekcji.

Na moich lekcjach zdecydowanie wolę dzieci, którym nie jest wszystko jedno. Lubię takie, które mają swoje zdanie, które potrafią się ze mną nie zgodzić, ba, nawet mogą się ze mną pokłócić. Bo tylko wtedy mam poczucie, że dziecku naprawdę zależy na tym, czego się uczy - a tylko wtedy praca nauczyciela ma sens.

Ale nie mylmy dwóch pojęć. Mam wrażenie, że w dzisiejszej szkole do worka pod nazwą "grzeczne dziecko" wrzucane są dwa zakresy znaczeniowe. Z jednej strony, grzeczne są dzieci, które zachowują podstawowe zasady kultury osobistej - wypowiadają się spokojnie, zachowują odpowiednie formy grzecznościowe, umieją nie tylko mówić, ale też i słuchać. Taka klasyczna kindersztuba. Ten rodzaj grzeczności uważam za wartościowy i wspieram, gdy tylko mogę.

Niestety, do tego samego worka wrzucane jest inne rozumienie grzeczności - grzeczny jest uczeń, który jest podporządkowany, bierny, nie przeszkadzający. Najlepiej tak cichy i tak bezwolny, aby w ogóle nie stawiał oporu. I na takie rozumienie grzeczności, nie ma już z mojej strony zgody. Bo nie jest to żadna grzeczność, tylko bierność. A bierność skutecznie blokuje jakąkolwiek szansę na nauczenie się czegoś.

Dlatego moja odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi: tak, dzieci powinny być grzeczne, ale nie powinny być bierne. Wspierajmy umiejętność kulturalnego przebywania wśród innych, ale jednocześnie uczmy też aktywnego, nawet intensywnego przeżywania edukacji. Bo tylko takie ma realny sens.

ODPOWIEDŹ 3 - A. (imię i nazwisko znane redakcji), nauczycielka

Zanim zastanowimy się nad jednoznaczną odpowiedzią, musimy zdefiniować kluczowe słowo . Słownik j.polskiego podaje, że grzeczny to: dobrze wychowany, posłuszny i spokojny. Jeżeli przyjmujemy taką definicję, to moja odpowiedź nie będzie taka jak ją sobie wyobrażałam uprzednio. 

Moje poglądy wyglądały następująco: Tak dzieci powinny być grzeczne! 

Nie brałam jednak pod uwagę 3 składowej grzeczności (spokojny). Tu akurat muszę się nie zgodzić. To, że dziecko nie jest spokojne nie oznacza, że nie jest grzeczne. I znam wiele „spokojnych” dzieci, które uważam, za bardzo niegrzeczne. 

W mojej własnej definicji pozbyłabym się całkowicie tego określenia.

Jeżeli chodzi o 2 składową ( posłuszny), to muszę przyznać, że jest to dość ważne. Dzieci powinny być posłuszne, ale też nie na tyle, żeby bezkrytycznie przyjmować wszystko, co nakazują inni. Jeżeli chodzi o realia szkolne, posłuszeństwo uczniów zazwyczaj ułatwia prowadzenie lekcji, jednak w nadmiarze zagłusza kreatywność uczniów i sprawia, że czekają oni na kolejne polecenia, czy instrukcje zamiast samemu zastanowić się nad problemem.

Według mnie najważniejszą składową bycia grzecznym jest właśnie dobre wychowanie. 

Dzieci od małego uczą się jak powinny się zachowywać w danych sytuacjach życiowych. Większość nawyków wynoszą z domu, ale szkoła też może mieć wpływ na kształtowanie kultury osobistej uczniów. Dzieci obserwują zachowania najbliższych dorosłych i przyjmują je za wzór do naśladowania. Jeżeli nie mają dobrych wzorców w domu, trzeba jedynie mieć nadzieję, że w szkole trafią choć na jednego nauczyciela, który uświadomi dziecku jak ważna w życiu jest kultura osobista. Doskonale pamiętam nauczyciela z liceum, który starał się wbić chłopcom do głowy, że kobiety należy traktować z szacunkiem. On sam był autorytetem, więc to działało. Z kolei trener podczas obozów zawsze zwracał uwagę, aby nie odchodzić od stołu zanim ostatnia osoba nie zje posiłku, lub aby opuszczając pokój hotelowy zostawiać po sobie wszystko w idealnym porządku, bo to o nas świadczy. 

Według mnie w słowniku zabrakło takich określeń jak miły dla otoczenia i szanujący siebie i innych. W szkole, tak jak w życiu ważne jest, żeby szanować się wzajemnie. 

Dawniej uczniowie bardziej szanowali nauczycieli. Mogli ich nawet nienawidzić, ale ten szacunek był. A co za tym idzie – dzieci uznawane były za grzeczniejsze niż teraz. Dzisiaj dużo ciężej o szacunek uczniów, bo zmienił się sposób wychowywania dzieci. Rodzicom coraz mniej przeszkadza jak np. dziecko wchodzi im w zdanie – tylko, że w szkole takich dzieci jest ponad 20 w klasie i jak każdy wchodzi w zdanie, to jest już nieco trudniej przeprowadzić lekcję. 

Dobre zachowanie wszystkich uczniów jest korzystne nie tylko dla nauczycieli, ale także dla uczniów – jeżeli nauczyciel straci dużo czasu na uspokajanie „niegrzecznych” zabraknie go na przekazanie uczniom swojej wiedzy, więc stracą na tym uczniowie. Rodzice też nie zawsze zdają sobie sprawy, że nauczyciel zwracając uwagę na złe zachowanie córki lub syna oczekuje współpracy, bo najzwyczajniej w świecie chciałby te dzieci czegoś nauczyć. Rodzice często odbierają to jako atak na ich „idealną” pociechę i bronią jej zajadlej niż niejeden doberman – utwierdzając dziecko w przekonaniu, że jego zachowanie było właściwe.

W swojej pracy staram się tłumaczyć dzieciom, że warto jest być grzecznym dla innych, miłym i kulturalnym, bo samemu nie jesteśmy w stanie iść przez życie, w którym wiele zależy od innych ludzi. Lepiej więc zjednywać ludzi niż palić za sobą mosty.

Podsumowując:

Dzieci powinny być grzeczne, pod warunkiem, że oznacza to kulturę osobistą, dobre wychowanie i szacunek.


ODPOWIEDŹ 4 - dr Tomasz Tokarz, coach, trener, mediator, wykładowca akademicki (www.tomasztokarz.eu)  

Czy uczyć bycia grzecznym? Pytanie jest dla mnie retoryczne. Oczywiście, że warto. Podobnie jak warto uczyć mądrości, refleksyjności czy szlachetności. Czy ściślej: warto tworzyć warunki, w których takie cechy, postawy, wartości mogą się rozwijać.

Problem z grzecznością wynika z niejednoznaczności tego pojęcia. Budzi skrajne emocje, bo jest różnie interpretowane. Czasem traktowane jest jako synonim uległości. Myślę, że bezzasadnie. Zastanawiając się nad ujęciem grzeczności w edukacyjnym systemie teleologicznym trzeba sięgnąć do etymologii. Otóż słowo to pochodzi od zbitki "k rzeczny", czyli człowiek do rzeczy, umiejący się odnaleźć, właściwie zachować, postępować adekwatnie do sytuacji. Doroszewski definiuje grzeczność jako "uprzejmy, delikatny, świadczący o dobrym wychowaniu stosunek do innych ludzi". Gdyby to pojęcie rozszerzyć i przełożyć na współczesny kontekst "grzeczny" znaczyłby: empatyczny, rozumiejący, potrafiący dostrzec odmienne perspektywy innych osób, otwarty na inne kultury czy style życia, potrafiący budować dobre relacje, oparte na wzajemnym szacunku. Tak definiowana grzeczność, w moim przekonaniu, nie ma wiele wspólnego z posłuszeństwem, bezkrytyczną uległością, wyrzeczeniem się siebie. Jest bliska asertywności, zasadzie: żyj i pozwól żyć, w zgodzie z bliźnimi, nie rezygnując z tego, co ważne dla ciebie i nie narzucając swoich interpretacji innym.

Problem polega zatem, jak myślę, nie na samym określeniu celu (warto/nie warto być grzecznym) ile na sformułowaniu strategii i środków do jego osiągnięcia. Otóż nie da sie wychować człowieka rzeczywiście grzecznego przez tresurę, przez stymulowanie kijem i marchewką. Dzięki takiej strategii możemy wyprodukować istotę uległą, biernie przystosowaną, bezrefleksyjnie wkomponowującą się w schemat. Która coś innego myśli a co innego robi, inaczej czuje a inaczej działa. Która zachowuje się tak, jak od niej się oczekuje w momencie, kiedy czuje na sobie oko nadzorcy. Która jednocześnie postępuje w sposób nieakceptowany (chaotyczny, destruktywny, kompulsywny), kiedy znika strażnik. Która jest uśmiechającym się fałszywie, potakującym sztucznie robotem - sfrustrowanym i zakompleksionym wewnątrz.

Grzeczność, tak jak ją rozumiem, zasadza się na spójności między wartościami a podejmowana aktywnością. To postawa wypływająca ze świadomości, z autentycznego przekonania, że warto działać w określony sposób - zorientowany na współpracę i dialog. To model złotego środka, między przystosowaniem a oporem, konformizmem a kontestacją, adaptacją a buntem.

(Źródło: digiart)



5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowni,

    Czuję ogromną niezgodę na to co uczyniliście swoim plebiscytem.
    Tomaszu, Twoja definicja "grzeczności" ma się nijak do społecznej percepcji "grzeczności", gdzie jednak dominuje aspekt uległości, posłuszeństwa i bezkrytycznego poddania się konwenansom.
    Zdecydowanie nie zgadzam się na zwłaszczanie przez Ciebie definicji autonomii dla paskudnego uprzedmiatawiającego dziecko/człowieka popularnego "grzeczny".

    To co zrobiliście nobilitując określenie "grzeczny" jest po prostu krzywdzące i nieuczciwe wobec dzieci.
    Dla większości populacji dorosłych w Polsce "bądź grzeczny" = bądź posłuszny;"jest grzeczny" = siedzi cicho i niczego nie chce; "grzecznie" mówi: dzień dobry, dziękuję, do widzenia; kosztem swoich autentycznych potrzeb; promuje odcięcie dziecka od podejmowania prób zrozumienia siebie i poznawania siebie, stoi w całkowitej sprzeczności ze zdrowym rozwojem dziecka, które nie ma jeszcze rozwiniętych możliwości autorefleksji. Bycie "grzecznym" osiągane jest zazwyczaj dzięki presji i przemocy psychicznej wobec dziecka.
    Ciekawe, że o dorosłych, którzy dysponują cechami/możliwościami jakie okresliłeś Tomaszu we własnej definicji grzeczności nie określa się mianem grzecznych, tylko: świadomych, zorientowanych na współpracę i dialog, autonomicznych. Dojrzałych. Zatem definicja ta w żaden sposób nie jest adekwatna do możliwości dziecka w szkole.
    Zdecydowanie oczekuję, że zmienisz swój wpis, który uważam za społecznie szkodliwy.
    Podpisano:
    Cholernie niegrzeczna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ku podsumowaniu i refleksji:
    Bardzo Was proszę by kolejnym tematem debaty było sformuowanie "Czy dorośli w szkole powinni być grzeczni"

    OdpowiedzUsuń
  5. powinni jak najbardziej :) (tt)

    OdpowiedzUsuń