wtorek, 12 kwietnia 2016

Czy ma sens robienie lekcji łączonych dla klas w rożnym wieku?

Odpowiedź 1: Aleksandra Mikulska, dyrektor SP nr 8 we Wrocławiu, ekspert CEO

Uważam, że zdecydowanie tak. Powodów jest kilka. Uczniowie spędzają w szkole znaczną część dnia oraz kilkanaście lat życia, a zatem (zwłaszcza z ich perspektywy) znaczną jego część. Grupowanie ich na tak długi czas wyłącznie, jak mówi Ken Robinson, według „daty produkcji” zaprzepaszcza wiele możliwości rozwoju. 

Podstawową rolą szkoły powinna być pomoc w rozpoznaniu i rozwijaniu uzdolnień, zainteresowań, predyspozycji. Następna ważna rola to tworzenie relacji. 

Według Kena Robinsona niezwykle ważne jest znalezienie swojego „plemienia”. Plemię to grupa ludzi, których łączy jedna pasja. W związku z tym rozumieją się, mówią „jednym językiem”, łączą ich wspólne wartości i wspólny sposób postrzegania w pewnych obszarach. Nie raz spotykam takich pasjonatów – matematyków, koniarzy, informatyków, wielbicieli kosmosu, czy też – jak wypowiadające się na tym blogu – plemię fascynatów edukacji. ;-)

Odnalezienie swojego plemienia daje ogromną siłę, poczucie spełnienia, ustalenie własnego miejsca w świecie. Pozwala rozkwitnąć. Dlatego też łączenie uczniów na niektórych lekcjach w grupy ze względu na predyspozycje i zainteresowania wydaje mi się bardziej uzasadnionym kryterium niż wyłącznie ich wiek. 

Marzy mi się, żeby szkoła nie była miejscem oderwanym od rzeczywistości, skansenem, laboratorium, cieplarnią. Oczekujemy od szkoły, by „przygotowywała do życia”. Tymczasem szkoła JEST ŻYCIEM uczniów, rodziców nauczycieli. Ludzie nie żyją pogrupowani według wieku. Jak mamy nauczyć funkcjonowania w różnorodnym społeczeństwie, przez długie lata trzymając uczniów wyłącznie w grupach jednorodnych wiekowo? Kiedy mają ćwiczyć umiejętności takie jak uważność dla młodszych, czerpanie z doświadczenia starszych, tworzenia relacji opartych na wzajemnym szacunku z ludźmi w różnym wieku? Ustępowania innym, ale i dbania o siebie?

Dlatego też zaprzepaszczenie olbrzymiej szansy wzbogacenia rozwoju poprzez interakcje z ludźmi w różnym wieku, którą stwarza zwłaszcza szkoła podstawowa to ogromny błąd i marnowanie potencjału. 

Odpowiedź 2: Łukasz Srokowski, socjolog edukacji.

Umieszczenie w klasie tylko dzieci z jednego rocznika ma sporo wad. Oto najważniejsze:

Po pierwsze, dzieci rozwijają się w różnym tempie. Znam dziewięciolatków, bardziej dojrzałych emocjonalnie niż gimnazjaliści i gimnazjalistów, którzy powinni raz jeszcze przejść kurs dodawania i odejmowania do dwudziestu. Umieszczenie w klasie dzieci w jednym wieku oznacza pewne prawdopodobieństwo tego, że będą na podobnym poziomie - ale na pewno nie gwarantuje tego.

Po drugie, tworzy to niebezpieczną dla rozwoju fikcję. W prawdziwym życiu nikt z nas nie pracuje tylko z osobami w naszym wieku. Współpracujemy ze starszymi i młodszymi i musimy uczyć się z nimi koegzystować. Ale nauka tej umiejętności zaczyna się dopiero w pracy. A przecież do życia powinna przygotowywać nas szkoła.

Po trzecie wreszcie, pozbawia dzieci naturalnej szansy budowania niesymetrycznych relacji. Opartych z jednej stronie na opiekuńczości starszych, a z drugiej na aspiracji i podziwie młodszych. Dzieci w środowisku opartym na różnorodności wieku mogą doświadczyć dużo szerszego spektrum emocji, relacji i ról w grupie niż w środowisku na siłę zuniformizowanym.

Są jednak też i zalety takiego podejścia. 

Dla dzieci w miarę podobnym wieku łatwiej jest zorganizować zajęcia. Łatwiej - choćby ze względu na wzrost - jest zorganizować im przestrzeń, zapewnić bezpieczeństwo. Dużo prościej jest zaplanować proces edukacyjny, bez ryzyka, że jakieś dziecko powtórzy kilka razy zajęcia na ten sam temat, a inne ominie jakiś wątek.

I pisząc to, zdałem sobie sprawę, że to są zalety - ale tylko dla nas, dorosłych. ;-) Jako organizatorów edukacji, nauczycieli, czy dyrektorów. Dla dzieci żaden z tych elementów nie ma większego znaczenia. 

Jestem więc za łączeniem dzieci w rożnym wieku - ale nie w zbyt dużej rozpiętości. Na codzień w obrębie etapów edukacyjnych, a więc np. w grupach 7-9 lat, 10-12 lat itd. A od czasu do czasu też między tymi grupami, aby mogły doświadczyć większych różnic. 

Odpowiedź 3: Anna Pękala, historyk, kierownik i mentor Unschoolingowej Grupy Fundacji Bullerbyn


Czerpiąc ze swoich doświadczeń pracy procesem grupowym w społeczności Grupy Unschoolingowej działającej na zasadach Wolnej Szkoły  przy Fundacji Bullerbyn  stwierdzam, iż nie lubię terminu „lekcja”, wolę: „warsztaty, spotkanie”. Społeczność, w której jestem, składa się z 30 dzieci w wieku 6 do 18 lat, które są ze sobą w czasie edukacyjnym  (tak nazywamy godziny poranne, o których zadecydowała potrzeba społeczności) , dzieląc się swoją wiedzą i pasją. 

Na moje zajęcia przychodzą dzieci w różnym wieku. Widzę w tym ogromną wartość. Jak w wielkiej rodzinie, starsze dzieci wspierają młodsze - uczy to ich odpowiedzialności i samodzielności, a dzieci młodsze mają większe wyzwania, czują się zaopiekowane przez swoje „starsze siostry i braci”.  Skutkiem takich rozwiązań  są pozytywne relacje między dziećmi w różnym wieku, dzieci nie są oddzielone nienaturalnie ze względu na datę urodzenia i zrzucone z tego powodu do jednej klasy A czy B. Mogą doświadczać bycia we wspólnocie ludzi w różnym wieku i dowiadywać się o  rozwoju i możliwościach swoim i innych.  

Moje zajęcia są otwarte - jest to blok spotkań humanistycznych, a bardzo ważny jest dobór metod z uwzględnieniem potrzeb grupy różnowiekowej. Dzieci, będąc ze sobą, lubią odkrywać świat poprzez zabawę, ruch, wcielanie się w różne postaci i wizualizację podróżowania po różnych epokach. Efektem takiej formuły jest rozwój kreatywności u dzieci, samodzielne sięganie do źródeł, umiejętność współpracy, integracja różnowiekowej grupy, entuzjazm i swoboda w podejściu do nauki. Grupa różnowiekowa daje możliwość interdyscyplinarnego podejścia do tematu dzięki otwartej przestrzeni edukacyjnej, do której każdy członek wnosi swój pogląd, opinię i swoją wiedzę, którą z łatwością się dzieli. Uważam, że prowadząc zajęcia nie ma sensu stosowania „wiekizmu” i ograniczania się z prezentowaniem danego tematu dla jednej grupy wiekowej i ucinaniem ciekawości dzieci zdaniem „ o tym uczył będziesz się w następnej klasie”

Odpowiedź 4: Małgorzata Taraszkiewicz, Grupa Edukacyjna 21

Dla mnie jest oczywiste, że w szkole powinno być dużo przestrzeni na działania w grupach różnowiekowych! 

Szkoła jest jedynym miejscem, gdzie ludzie są pogrupowani według daty urodzenia i tak trwają przez kilkanaście lat. Nie ma takiej sytuacji nigdzie w realnym świecie! W zasadzie jest to jeden z wielu paradoksów edukacji formalnej. Jednocześnie w szkole, zgodnie z podstawą programową i kompetencjami kluczowymi (które są immanentną częścią pp) – uczniowie mają nabywać i doskonalić m.in. umiejętności społeczne, kompetencje w zakresie współpracy, współdziałania i tak dalej. Zapis w podstawie brzmi: „Nauczyciele w pracy wychowawczej, wspierając w tym zakresie obowiązki rodziców, zmierzają do tego, aby uczniowie w szczególności: znajdywali w szkole środowisko wszechstronnego rozwoju osobowego (w wymiarze intelektualnym, psychicznym, społecznym, zdrowotnym, estetycznym, moralnym, duchowym), uczyli się szacunku dla dobra wspólnego jako podstawy życia społecznego oraz przygotowywali się do życia w rodzinie, w społeczności lokalnej i w państwie, przygotowywali się do rozpoznawania wartości moralnych, dokonywania wyborów i hierarchizacji wartości oraz mieli możliwość doskonalenia się; kształtowali w sobie postawę dialogu, umiejętność słuchania innych i rozumienia ich poglądów; umieli współdziałać i współtworzyć w szkole wspólnotę nauczycieli i uczniów".

Nie widzę możliwości, aby te cele były realizowane w ramach osobnych grup wiekowych. Za to widzę wiele możliwości i ogromną potrzebę, aby było inaczej. :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz