wtorek, 27 maja 2014

Rawicz ma (wirtualną) klasę - część 2

Zgodnie z planem, odwiedziłem ostatnio Rawicz, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o działaniu Wirtualnej Szkoły Gminnej. Już poprzednio, gdy opisywałem moje pierwsze wrażenia, czułem entuzjazm, na myśl o tym, że ktoś robi coś tak fajnego. Po wizycie, entuzjazm ten zmienił się w zachwyt.

Nie dlatego, że zastosowanie e-learningu w edukacji jest czymś nowym. Sporo jest w Polsce różnych takich projektów. Ale rawicka wirtualna szkoła wyróżnia się na ich tle jedną cechą: jest inicjatywą całkowicie oddolną. Nie stoją za nią żadne fundusze unijne, projekty MENu, dofinansowania z konkursów. Nic takiego.

Po prostu, pewnego dnia, pięć lat temu, wiceburmistrz Rawicza wpadł na pomysł, że chciałby mieć wirtualną szkołę. Dogadał się z odpowiednią firmą, przekonał nauczycieli (a nie było łatwo!) i zainicjował działania. Dzisiaj Wirtualna Szkoła Gminna jest wpleciona w działanie rawickich szkół i nauczyciele nie wyobrażają sobie, że mogłoby jej nie być.

Niżej, przedstawiam fragmenty z rozmowy, którą przeprowadziłem z koordynatorką projektu, Panią wicedyrektor Gimnazjum nr 1 w Rawiczu, Hanną Gierą i Panią Agnieszką Węcłaś, jedną z nauczycielek prowadzących wirtualne sale lekcyjne.

W tekście poniżej świetnie widać pionierskie nastawienie obydwu pań, ale jest też dużo praktycznych wskazówek dla kogoś, kto chciałby spróbować zbudować coś takiego u siebie. Miłej lektury. :)
______________________________________________________

Łukasz Srokowski: Jakie były początki?

Hanna Giera: Na pomysł wpadł wiceburmistrz. Pierwsze spotkanie zorganizowano ze wszystkimi nauczycieli w kinie [...] oczywiście był wielki bunt, sprzeciw. 

Agnieszka Węcłaś: Oj, pamiętam ten wielki szum w kinie, pamiętam. A potem chętni nauczyciele zgłaszali się do gminy, bo był konkurs na prowadzenie sal wirtualnych. I to już zostało do dzisiaj, że co roku w czerwcu ogłaszamy konkurs na prowadzenie sal na przyszły rok szkolny. [...] trzeba napisać temat, co się chce realizować i przygotować sale.

ŁS: I co umieszczacie w tych salach?

AW: Ja mam salę historyczną. Każda sala ma podobny wygląd - ale każdy nauczyciel może ją tworzyć sobie po swojemu. Narzędzia mogliśmy wykorzystać takie, jak oprogramowanie pozwala. Ja przygotowywałam dzieciakom konkursy. 









ŁS: I dzieci same wybierają sale?

AW: Dzieci muszą poprosić o dostęp do sal. Na początku widzą taką krótką informację, wizytówkę. W mojej sali możemy robić zadania i [...] dzieciak mógł rozwiązać zadanie i mi przesłać, a ja potem mam status: ocenione, dobre i tak dalej. Mogą pisać komentarze do pytań. [...] Sale są dla chętnych zainteresowanych uczniów.

ŁS: A kiedy kończy się semestr, co się dzieje?

AW: Nauczyciele prowadzący salę wskazują uczniów, którzy są najbardziej aktywni i gmina wręcza im dyplomy. [...] Dla tych dzieciaków, jak dostają te dyplomy to się bardzo cieszą, w podstawówce to normalnie skaczą. No, a potem jak idą z nimi do domu, to rodzina też docenia.

ŁS: Widzę, że w wirtualnej sali z matematyki jest jakaś punktacja, jakaś gra?

AW: Tak, bo nauczyciele robią czasami gry dla dzieci, z punktami. Za to, że ktoś bierze udział w konkursach, są potem tabelki z wynikami. 

ŁS: Czy mieliście jakieś szkolenia? Skąd wiecie, jak sobie z tym radzić?

AW: Mieliśmy na początku szkolenie, ale to były podstawy. Jeden nauczyciel drugiemu mówi co robić, nauczyciele między sobą się wymieniają. 

HG: Tu jeszcze ważne jest, że są dwa rodzaje sal. Te ogólnodostępne dla wszystkich dzieci w całym Rawiczu, ale też i wewnątrzszkolne. I na niej nauczyciele też prowadzą sale, na przykład wrzucają zadania domowe, dodatkowe materiały, jak kogoś nie ma na lekcji, może zobaczyć. No i nauczyciele wewnątrz szkoły się wymieniają pomysłami. A na początek roku administratorzy sal prezentują, jakie sale będą w tym roku, uczeń może wejść, zobaczyć co ta sala prezentuje, co tam będzie można robić w tej sali. I uczeń ma dostęp do takiego przycisku, żeby się zapisać. I nauczyciel go zaprasza.


AW: To jest dużo roboty. Jak zaczęłam prowadzić, musiałam zainstalować internet, bo wcześniej byłam przeciwnikiem. [...] a nauczyciele są przerażeni, jeżeli muszą wykonać trochę dodatkowej pracy.


ŁS: Ale nauczyciele dostają za to jakieś dodatkowe wynagrodzenie?

HG: Tak. Nauczyciel dostaje w tygodniu trzy godziny. Ale są tacy, którzy naprawdę pracują dużo więcej.

ŁS: To dlaczego to robicie? Jaką macie motywację?

AW: No bo to jest frajda. To jest jednak jakaś inna metoda pracy z uczniem. To nie zastąpi takiego  bezpośredniego kontaktu, ale jest to dla nas takie dodatkowe narzędzie, ciekawsze i wspomagające.

HG: Jest satysfakcja.

AW: Poza tym próbujemy zawsze tym uczniom pokazać, że jak potem idą do innych szkół, to to kształcenie na odległość jest później bardzo popularne. Żeby troszeczkę o tym wiedzieli. I jest grupa dzieciaków, które bardzo chętnie z tego korzystają. O tutaj (pokazuje) jest na przykład sala z przedsiębiorczości. I pani, która tę salę prowadzi, nawiązała współpracę z Narodowym Bankiem Polskim i są konkursy, ma sponsora, dzieciaki dostają bony do sklepu.

HG: Mamy też nowe sale. Na przykład w tym roku jest sala profilaktyczna "Jazda bez używek". I ma popularność. A tutaj z kolei jest sala dla małych dzieci, o zwierzątkach, ich zwyczajach. Te sale mają przede wszystkim rozwijać zainteresowania dzieci, poza podstawę programową. 

AW: Tak, bo na początku były takie zakusy, żeby zrobić z tych sal taką normalną salę lekcyjną. I nam się to nie do końca udawało. A teraz nauczyciele bardziej robią konkursy, quizy, była sala muzyczna...



HG: Co ważne, dzieci nie są tu anonimowe. Nauczyciel widzi, co dziecko robi, ile czasu spędziło nad danym zadaniem. 

ŁS: A robiliście jakieś szkolenia z zakresu takich narzędzi cyfrowych? Albo aplikowaliście do cyfrowej szkoły?

AW: Nieee.. nauczyciele są specyficzną grupą, do której trzeba mieć cierpliwość. Bo często, kiedy przyjadę na jakiś kurs, to nie kumam, bo albo mówi facet tak, jakby wszyscy byli zaawansowani bardzo, albo skoro same podstawy, które już umiem. I jest kłopot ze znalezieniem fajnego szkolenia, na którym się czegoś dowiem. I mi tego bardzo teraz brakuje. Więc metodą prób i błędów się uczę, albo od uczniów. [...] no, ale proszę zobaczyć, dzisiaj w każdej sali są tablice multimedialne, trzeba się tego nauczyć.

Rozmowa była dużo dłuższa, z kolegą, z którym odwiedziłem Rawicz, zasiedzieliśmy się w szkole tak, że spóźniłem się potem na  kolejne spotkanie. Ale było warto. Na mojej osobistej mapie innowacyjnej edukacji, Rawicz jest od teraz jasnym punktem, mocno świecącym na polskiej mapie. 

Dziękuję też obydwu moich rozmówczyniom - tak trzymajcie, robicie świetną robotę! :)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz