wtorek, 6 maja 2014

Przerwa na zabawę.

Wszyscy wiemy, jak wygląda przerwa w typowej szkole. Dzieci chodzą po korytarzach, albo stoją w grupkach. Bardziej popularni uczniowie budują swoją pozycję, otoczeni wianuszkiem adoratorów, mniej popularni chowają się pod ścianą, żeby uciec od szyderstw. Ktoś się zaczepia, ktoś droczy, ktoś bawi, ktoś stoi sam. Ogólny chaos i rejwach.

Ta przerwa jest potrzebna, żeby dzieci odreagowały pomiędzy lekcjami. Ale z edukacyjnego i wychowawczego punktu widzenia najczęściej bywa kompletnie niewykorzystana. 

Zmierzyć się z tym postanowiły cztery nauczycielki: Katarzyna Kozioł, Ewelina Kuźnik, Magdalena Rduch i Anna Szymura, ze Szkoły Podstawowej im. Stanisława Staszica w Jankowicach. Podaję imiona i nazwiska, bo takie działanie trzeba docenić. Od lutego szkolne przerwy w Jankowicach wyglądają zupełnie inaczej niż dotąd. Codziennie, podczas długiej przerwy dzieci wybiegają z klas i pędzą na zajęcia, prowadzone przez którąś z czterech pań. Każdego dnia czeka na nie coś innego: w poniedziałki - fitness dla dzieci, wtorki - zabawy z chustami klanzowymi, środy i czwartki - zabawy sportowe albo relaksacja. A w piątki zabawy integracyjne.

Rozmawiałem z panią Eweliną. Opowiedziała mi jak zaczynali: początkowo dużo dzieci nie przychodziło, oswajały się, obserwowały z boku. Nikt nie wiedział, czy pomysł wypali. Ciekawość i chęć zabawy szybko wzięły jednak górę. Niewielka grupka aktywnych szybko rozrosła się do prawie całej szkoły. I chociaż początkowo inicjatorki bały się o dyscyplinę, okazało się, że dzieci nie tylko się bawią, ale też pomagają: przynoszą, sprzątają, układają sprzęty. Słowem: przy okazji, uczą się brać odpowiedzialność. 

Całość pomysłu osadzona jest w idei pedagogiki zabawy - bazującej na przekonaniu, że gry i zabawy są kluczowym narzędziem dla rozwoju dzieci. Ciekawym potwierdzeniem tego myślenia jest raport Play for Change, ogłoszony kilka lat temu w Anglii. Pokazuje on, jak ogromny wpływ ma zabawa nie tylko na rozwój indywidualny dzieci, ale także na strukturę i kulturę całego społeczeństwa.

Widać to także w Jankowicach. Mimo, że aktywne przerwy trwają dopiero od trzech miesięcy, zaczęły już przynosić pierwsze efekty. Pani Ewelina opowiedziała mi o dwóch uczniach, którzy zwykle byli bardzo nieśmiali i odrzucani przez grupę. Zawsze trzymali się z boku klasy, nie umieli wejść w relacje. Dzięki zabawie ośmielili się, zaprzyjaźnili z kolegami i odnaleźli swoje miejsce w klasie. Wprowadzenie aktywnych przerw miało też wpływ na relację nauczycielek z dziećmi: jednej dzieci przyniosły kwiaty, innej napisały kredą na podwórku, że ją kochają.  

A kluczowe w tym wszystkim jest to, że wszystkie zabawy są dobrowolne - dzieci uczestniczą, jeżeli zechcą. Jak stwierdziła pani Ewelina:   "Ktoś się pobawi pięć minut, ktoś dziesięć minut, ktoś przychodzi tylko na relaksację [...] każdy coś dla siebie wybiera". Ten brak przymusu przekłada się na większe zaangażowanie i większą frajdę, bo motywacja dzieciaków jest wewnętrzna - a więc jedyna skuteczna.

Cztery nauczycielki zaczęły na początku nowego semestru - za wcześnie więc na analizę efektów edukacyjnych. Jestem jednak bardzo ciekaw, czy nauczyciele z tej szkoły zauważą poprawę wyników uczniów. Z teorii edukacji wynika, że punkty na egzaminach powinny pójść w górę. Umówiliśmy się z panią Eweliną na kontakt za pół roku, po wakacjach - przygotuję wtedy drugą część tego wpisu i opiszę, jakie efekty ten eksperyment dał w dłuższej perspektywie. 

    (fot. udostępnione ze strony szkoły, za zgodą p. Eweliny)

A tymczasem polecam innym szkołom ściągnięcie tego pomysłu dla siebie - dużo to nie wymaga, a to jest właśnie fajna edukacja. :)




1 komentarz:

  1. Świetny pomysł, który warto wdrożyć nie tylko w szkołach.Właśnie poszukując inspiracji, trafiłam na Pana tekst o integracji. Bardzo przydatny, muszę dodać :)
    Pozdrawiam ciepło,

    OdpowiedzUsuń