wtorek, 29 kwietnia 2014

Czy chłopcom wolno płakać?

Małe dzieci mają emocje na wierzchu. Każdy rodzic potrafi łatwo rozpoznać smutek czy radość na twarzy jego dwu, trzy a nawet pięcioletniego dziecka. Maluchy nie umieją nad tym panować - przynajmniej do pewnego czasu. Swoje zachowania zaczynają kontrolować dopiero w okolicach wieku szkolnego - i ćwiczą się w tej sztuce do osiągnięcia dorosłości. Kontrolę wówczas powoli przejmuje inna część ich mózgu; bardziej zewnętrzna kora przedczołowa zaczyna blokować decyzje naszych pierwotnych instynktów, rodzących się w podwzgórzu. 

Działanie wynikające z instynktów i emocji (głód, agresja, strach, radość) zostaje zastąpione kontrolą społeczną. Dzieci uczą się od dorosłych wzorców zachowań właściwych w różnych sytuacjach: "nie krzycz w restauracji", "oddaj drugiemu dziecku zabawkę", "bądź uprzejma, nawet gdy kogoś nie lubisz".

I super. Tylko, że bardzo szybko zaczyna się pewien istotny podział - dziewczynki są uczone innych wzorców kontroli emocji niż chłopcy. I robimy w ten sposób krzywdę chłopcom - a pośrednio przez to dziewczynkom, z którymi ci chłopcy kiedyś się zwiążą. W Polsce nadal dominuje przekaz mówiący, że mężczyzna powinien być twardy i nie okazywać emocji. Kiedyś na szkoleniu grupa inżynierów powiedziała mi, że nie rozumieją, czemu wspominam o emocjach - emocje są przecież dla kobiet.

A to przecież piramidalna bzdura. Mózgi mężczyzn i kobiet różnią się, to prawda. Ale nie akurat w aspekcie emocji - a przynajmniej nie na tyle, żeby wyjaśnić zróżnicowanie tej kwestii. Winny jest tutaj przekaz od poprzednich pokoleń. 

Każdy wzorzec kulturowy skądś się bierze. Kiedyś rola mężczyzn była kompletnie inna niż dzisiaj - dominowała w niej walka. Z wrogami, dzikimi zwierzętami i kolejnymi wrogami. W walce nie można okazywać słabości, a emocje to słabość. Ewolucja kultury spowodowała, że strategia nie okazywania emocji przez mężczyzn wygrała,  okazała się wówczas prowadzić do sukcesu i przetrwania. I przez to się utrwaliła i jest przekazywana kolejnym pokoleniom do dzisiaj.

Ale dzisiaj świat się zmienił. Kobiety i mężczyźni dalej walczą, ale ramię w ramię, z rzeczywistością. To już nie jest fizyczna walka (przynajmniej nie w naszym kraju na szczęście). Nie potrzebujemy już tak bardzo kontrolować emocji, nie musimy uczyć chłopców, że emocje są złe i dla bab. Można im pozwolić je rozpoznawać i radzić sobie z nimi po swojemu. I nie chodzi o to, żeby od razu kazać każdemu chłopcu płakać w chusteczkę. Ale warto dać synom naszego pokolenia szansę na nauczenie się, jak rozpoznawać to, co dzieje się w ich emocjach.

Bo dzisiaj to inteligencja emocjonalna, umiejętność rozpoznawania i świadomego wyrażania swoich emocji jest bardziej korzystna, z punktu widzenia sukcesu społeczeństwa. A przypadkiem tak się składa, że również prowadzi do sukcesu jednostki, która ze swoimi emocjami radzi sobie lepiej. I to zarówno w życiu zawodowym (tak zwane "miękkie kompetencje" w ogromnej mierze opierają się na świadomym wykorzystywaniu swoich emocji) jak i w życiu prywatnym (ile par rozstaje się z powodu braku umiejętności szczerej rozmowy o emocjach?)

Uczmy więc chłopaków rozumieć i świadomie wyrażać swoje emocje. Mogą na tym tylko skorzystać. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz