wtorek, 11 marca 2014

Wyniki w szkole a pokazywanie języka.

Dwa tygodnie temu pisałem o wpływie portfela rodziców na wyniki szkolne dzieci. Jak jednak wiadomo, pieniądze w życiu to nie wszystko. ;-) Drugim czynnikiem, który na równi z finansami wpływa na wyniki dzieci, jest tak zwany "kapitał kulturowy". Oznacza on - w wolnym tłumaczeniu - transfer kultury od rodziców do dzieci. Przy czym kultura nie oznacza tylko umiejętności zachowania się przy stole, czy mówienia "dzień dobry" osobom starszym. Kapitał kulturowy to wartości, którymi kierują się rodzice, ich postawy wobec innych ludzi, swojej pracy czy edukacji. A przede wszystkim używany w domu język.

Słynny brytyjski socjolog Basil Bernstein odkrył, w wyniku swoich badań, że ludzi z różnych klas społecznych oddziela przede wszystkim język. Niby oczywiste - wiadomo, że inaczej rozmawia się z robotnikiem na budowie, a inaczej z profesorem na uniwersytecie. Ale odkrycie Bernsteina ma dalej idące konsekwencje. Otóż język jest dziedziczony. Dzieci rodziców znających ok 2-3 tysięcy słów w języku polskim będą miały znacznie większe trudności w szkole niż dzieci, które w domu mogły usłyszeć ich dziesięć tysięcy. Wprawdzie do codziennego porozumiewania się wystarczy nam nawet kilkaset słów - ale już do przekazania skomplikowanej idei trzeba ich znacznie więcej. Co więcej, rodziny, które znają mniej słów, z reguły używają nawet tych sobie znanych znacznie rzadziej - co w efekcie dramatycznie obniża zdolności intelektualne ich dzieci.

Ostatnie odkrycia neuropsychologii tylko wzmacniają wagę języka - jest to najważniejszy czynnik stymulujący sprawność mózgu, zdolność kojarzenia, a nawet pamięć. Według badań ryzyko demencji u osób, które uczą się nowego języka jest znacząco mniejsze - a jeżeli przyjdzie, to nawet o kilka dekad później. 

Praktyczny wniosek z tego jest taki: rozmowa z dziećmi jest fundamentem ich rozwoju. Znowu, niby oczywiste. Ale pokazywanie języka (rzecz jasna nie w sensie jego wyciągania :-p) jest bardzo trudnym zadaniem. Trzeba na to mieć czas i ochotę - widzę to w praktyce, z perspektywy ojca, którego dziecko właśnie zaczyna się powoli rozgadywać. Stąd na przykład wielki sens akcji "Cała Polska czyta dzieciom" - czytanie wymusza na rodzicach długie wypowiedzi, a dodatkowo pozwala użyć słów, które w codziennej praktyce po prostu nie są nam potrzebne. 

Więc drodzy rodzice i nauczyciele - pokazujmy język. Im więcej, tym lepiej. ;-)



3 komentarze:

  1. Przypomniała mi się historia z mojego dzieciństwa. W podwórku mojej kamienicy był płot, a za tym płotem tartak. Do przedszkola mama odprowadzała mnie obok tego płotu. Pewnego wiosennego dnia wracałyśmy z mamą za rękę z przedszkola. Przed nami szła sąsiadka z synkiem. Chłopiec zapytał " Co to mamo?"- wskazując na wysoki płot. "Płot. Chodź szybciej,bo obiad dla taty muszę robić"- usłyszał w odpowiedzi.
    Dzieci lubią naśladować rówieśników, więc też zapytałam "Co to mamo". Usłyszałam : "To jest płot, a za nim tartak. Tam drzewa zamieniają się w drewno. Wiesz, czym się rożni drewno od drzewa?...." dalej była długa historia o drzewach i drewnie i tartaku, a na koniec mama mi opowiedziała o Pinokiu, a wieczorem zaczęłyśmy czytać tę baśń. Tak moja Mama "pokazywała mi język"- każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Olu, chciałbym, żeby każde dziecko miało kiedyś takie wspomnienia. Ale paradoksem jest to, że to teraz od nas zależy, czy nasze - i cudze dzieci będą miały potrzebę sprawienia, że ich synowie i córki będą takie rzeczy pamiętać.

    OdpowiedzUsuń