wtorek, 25 marca 2014

Dyrektor Szkoły: "Przerąbane, panie Łukaszu, przerąbane..."

Nie chciałbym dzisiaj być dyrektorem szkoły. A już na pewno nie publicznej. To niesamowicie trudna i niewdzięczna rola. W dodatku połączona z ogromną odpowiedzialnością i kompletnie do niej nieadekwatnymi pieniędzmi.

Kiedyś bycie dyrektorem szkoły było łatwiejsze - mówią mi zaprzyjaźnieni dyrektorzy. Cóż, kiedyś wszystko było łatwiejsze, świat piękniejszy, dzieci grzeczniejsze, a życie wolniejsze. Ale coś w tym zniechęceniu pryncypałów jednak jest. Od współczesnego dyrektora wymaga się dzisiaj jeszcze więcej niż od nauczyciela. Ma być jednocześnie:
  • nowoczesnym, innowacyjnym managerem,
  • ekspertem od pedagogiki, wdrażającym najnowsze trendy,
  • reprezentantem szkoły w środowisku lokalnym,
  • sztywnym formalistą, dbającym o tonę procedur,
  • sprawnym politykiem, zdolnym dogadać się z instytucją nadzorującą, kuratorium i ośrodkiem doskonalenia nauczycieli
  • charyzmatycznym liderem, inspirującym swoich nauczycieli do rozwoju
A to tylko kawałek listy. Jeden z zaprzyjaźnionych dyrektorów, spytany przeze mnie o to, jak to jest być dzisiaj dyrektorem szkoły, odpowiedział krótko "Przerąbane, panie Łukaszu, przerąbane". 


Gdyby porównać rolę dyrektora szkoły ze światem biznesu, najlepszym odpowiednikiem funkcjonalnym byłby dyrektor lokalnego oddziału większej firmy. Ma nad sobą przełożonych, narzucających mu strategię, ale jednocześnie sporą autonomię wewnątrz swojego oddziału. Ma średnio 30-40 pracowników, choć czasami ta liczba może nawet zbliżać się do setki. Ma  pełną odpowiedzialność za swój oddział.

I na tym podobieństwa się kończą. Nie tylko dlatego, że dyrektor firmy o wielkości porównywalnej do szkoły zarabia do 20 tysięcy złotych.  Czyli około cztery razy więcej niż jego odpowiednik w szkole. Większym problemem jest to, że dyrektor szkoły nie ma pieniędzy pozwalających mu realnie rozwiązywać problemy przed którymi stoi jego placówka. Każdy większy wydatek musi być uzgadniany z lokalnym wydziałem edukacji. Rozliczany bywa z celów, ale także z zachowania procedur. A nawet z zachowania swoich uczniów, jeżeli zrobią publicznie coś niewłaściwego. 

A na dodatek - czy też może przede wszystkim - dyrektorzy szkół w Polsce nie mają żadnego wsparcia. System szkoleń to kpina, sprowadzająca się do dostarczenia im informacji o przepisach prawnych, których muszą się trzymać. Żadnego przygotowania do bycia managerem. Zero coachingu, zero wsparcia w trudnych momentach. 

Dlatego dyrektorzy uczą się sami. Najczęściej na błędach, popełnianych na żywym organizmie. To nie ich wina - z jakiego innego źródła mieliby czerpać wiedzę o tym, jak zarządzać personelem, rozwiązywać konflikty, motywować ludzi? A jakość pracy szkoły zależy w ogromnym stopniu od dyrektora. Tak jak armia zbudowana jest na kapralach, tak edukacja zbudowana jest na dyrektorach. Dobry dyrektor potrafi słabiutką placówkę przekształcić w innowacyjny ośrodek zmiany, a kiepski będzie zdolny zniechęcić do pracy najlepszych nauczycieli.

Specjaliści od zarządzania dobrze wiedzą, że pierwszym krokiem do zmiany jest przygotowanie i zaangażowanie liderów. Dlatego, jeżeli chcemy zmieniać edukację w Polsce, nie zapominajmy o dyrektorach - bo od nich wiele zależy.


1 komentarz:

  1. Wszak mamy ogromy projekt efs systemowy na ten temat:
    http://www.przywodztwo-edukacyjne.edu.pl/pl/
    Nie wierzy Pan w tę zmianę? ;)

    OdpowiedzUsuń