wtorek, 25 lutego 2014

Portfel rodziców a wyniki w szkole.

Równość szans w szkole to mit. Z co najmniej trzech powodów. Jednym z nich są pieniądze.
- Tato, mam sprawę - Maks usiadł naprzeciwko ojca - jest organizowane takie spotkanie, na temat wymierających gatunków. Wiesz, tej fundacji, z którą byłem w zeszłym roku.
- Hmm.. - jego ojciec, szpakowany pan koło pięćdziesiątki, opuścił okulary sponad książki - a gdzie ono jest?
Maks spochmurniał.
- Są dwa - powiedział - pierwsze w Krakowie, drugie w Paryżu. 
- Kraków jest ok. Mamy tam rodzinę, mógłbyś u nich przenocować. - ojciec się zamyślił - ale na Paryż nie będziemy mieli pieniędzy.
- Tego się obawiałem - Maks był ewidentnie rozczarowany - a może jednak, to dopiero za trzy miesiące? Może jakoś...
- Przykro mi, synku - odparł ojciec smutnym głosem - nie damy rady. 

---
Przekonanie że powszechna, bezpłatna szkoła daje dzieciom równe szanse na start w życie to nieprawda. W zależności od tego, z jakiego domu wychodzą, dzieci już od pierwszej klasy będą się różnić. I choć wielu ludziom może się to nie podobać, jest to prosta konsekwencja nierówności społecznych. 

Są trzy rodzaje wpływu rodziców na rozwój dzieci i ich szanse:

Pierwszy to świadome kształtowanie wiedzy, postaw i wartości  dziecka, przez rodziców, chcących wspierać jego rozwój. To temat bardzo szeroki i będę chciał zająć się nim w jednym, a pewnie i kilku z kolejnych wpisów.

Drugi to nieświadome oddziaływanie wartości, zasad, języka używanego w rodzinie. Przez socjologów nazywane jest to kapitałem kulturowym. O tym także będę jeszcze pisał.

Trzeci rodzaj oddziaływania to wpływ stanu konta rodziców. Poczuł się ktoś zdziwiony? Przecież mamy w kulturze mit biednego, zdolnego dzieciaka, który dzięki talentowi robi karierę... mamy też drugi, przeciwstawny mit rozpuszczonego, głupiego dziecka bogatych rodziców. Tylko, że to niestety są obrazy skrajne - i rzadko występujące. Najczęściej pieniądze rodziców przekładają się na lepsze wyniki edukacyjne dzieci.

Jak to działa? Wyobraźmy sobie dwóch identycznych bliźniaków - o takim samym poziomie inteligencji, tak samo sprawnej pamięci, tych samych zdolnościach... którzy zostali adoptowani przez dwie różne rodziny.

Rodzina numer jeden to porządni ludzie, uczciwi, pracujący na słabo płatnych, ale względnie stabilnych stanowiskach. Starają się, pilnują, żeby dziecko się uczyło. Kupią wszystkie podręczniki, ale nie stać ich na żadne zajęcia dodatkowe. Gdy ujawnią się zdolności dziecka - sportowe, muzyczne, językowe - nie będą w stanie zainwestować pieniędzy w ich rozwój.

Drugi z bliźniaków został adoptowany przez rodzinę majątnego przedsiębiorcy. Od najmłodszych lat funkcjonował w środowisku osób bogatych i wpływowych - słuchał rozmów o polityce, biznesie, nauczył się etykiety i savoir vivre. Na wakacje jeździł za granicę, świetnie mówi po angielsku i niemiecku. Ujawnione talenty były wspierane dodatkowymi kursami, prywatnymi korepetycjami. 

W wieku dziesięciu lat chłopcy nawet nie wyglądają już identycznie. Owszem, twarze i budowę ciała mają podobną - ale dzięki najlepszemu aparatowi, jeden ma równiejsze zęby, pewny siebie uśmiech. Drugi, gdy znajdzie się w nowej sytuacji nie czuje się zbyt pewnie, lekko się przygarbia.

Wiecie, co będzie dalej, prawda? Jeden dostanie się do lepszej szkoły, drugi do gorszej. Potem rozdźwięk będzie się pogłębiał. Jeżeli spotkają się w wieku dwudziestu pięciu lat, może się okazać, że nie mają nawet za bardzo o czym rozmawiać. 

Równość szans to mit. Owszem, jest możliwa pewna mobilność społeczna, czyli awanse rodzin z pokolenia na pokolenie - wspierają ją stypendia, programy pozarządowe. Niektóre dzieci się na nią łapią. Ale nie wszystkie. Nawet nie większość. Niestety. 

    Źródło obrazka: http://mspmentor.net

3 komentarze:

  1. Nie działają komenty

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rozumiem dlaczego piszesz że powszechna edukacja jest darmowa skoro tak nie jest? Płacą za nią zarówno osoby które mają dzieci, jak i te które ich nie posiadają

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest bezpłatna z punktu widzenia rodzica wysyłającego dziecko do szkoły. Jeżeli spojrzymy z perspektywy podatków, to oczywiście wszystko jest płatne. :)

    A komentarze działają. ;-)

    OdpowiedzUsuń