wtorek, 4 lutego 2014

Cyfrowa szkoła?

-     No chyba Cię pogrzało – Sebastian spojrzał z przyganą na Maksa – przecież na lekcji nie wolno używać żadnych sprzętów.
-     Nie wolno komórek – Maks podniósł ekran laptopa – ale o komputerach nic nie ma w regulaminie.
-     No niby tak – Sebastian podrapał się po głowie – ale babka się wścieknie, jak zobaczy, że sobie grasz.
-     Nie będę grał. Będę notował. I szukał informacji.

Dyskusję przerwało im wejście nauczycielki. Pani z biologii, nazywana przez uczniów Rozgwiazdą, podeszła do swojego stolika i położyła na nim torbę. Już chciała się przywitać, gdy jej wzrok padł na Maksa.

-     Koniec przerwy – oznajmiła gromkim głosem – Maksymilian, zamykaj to.
-     Ale ja tego potrzebuję.
-     Niby do czego – wzięła się pod boki – możesz potrzebować komputera na lekcji? Nie ma mowy. Nie będziesz mi grał w trakcie, kiedy ja mówię.

Sebastian parsknął lekko i spojrzał wymownie na przyjaciela.

Dyskusja o obecności technologii cyfrowych wkracza do polskich szkół. I nie tylko polskich zresztą, bo problem jest globalny. Używanie komórek, czy laptopów w trakcie lekcji to tylko mały wycinek ostrego starcia w świecie edukacji. Tradycjonaliści bronią tablicy i kredy, postępowcy pokazują korzyści z używania tabletów zamiast zeszytów i książek. Wynik tej walki jest oczywisty - ale potrwa pewnie jeszcze kilkadziesiąt lat, zanim zmiana dokona się w pełni.

Do czego uczeń może używać komputera na lekcji? W opiniach wielu nauczycieli wyłącznie do rzeczy niewłaściwych – grania, ściągania, rozmów z innymi uczniami na facebooku. A z komórkami jest jeszcze gorzej. Można nimi zrobić zdjęcie kolegi lub nauczyciela i przerobione w programie graficznym, wrzucić na pośmiewisko innych uczniów do sieci, zanim jeszcze zabrzmi dzwonek.

Takie rzeczy się zdarzają, to prawda. Nie chce mi się jednak wierzyć, że nie da się zastosować narzędzi cyfrowych dla „jasnej strony mocy”. Wkurza mnie zrzucanie na technologię winy za problemy w relacjach uczniów z nauczycielem. Komputer to tylko narzędzie, a jego wykorzystanie zależy zarówno od nastawienia dzieci jak i nauczyciela. Mamy tu coś, co socjologowie nazywają samospełniającym się proroctwem. Jeżeli wszyscy od początku wmawiają uczniom, że komputer to jedynie zabawka do grania, nie ma się co dziwić, że część dzieci w tę bzdurę uwierzy - i do niczego innego nie będzie go próbować wykorzystywać.

A tymczasem komputery, tablety i komórki mogą być niesamowicie przydatne w procesie edukacji. Dzięki nim, uczniowie są w stanie wzbogacić lekcję o wiedzę samodzielnie wyszukaną w Internecie, szybciej wykonywać zadania i lepiej współpracować. Mogą wspólnie tworzyć prezentację na dysku Google, znaleźć zdjęcia ilustrujące zjawiska przyrodnicze, bardziej ambitni mogą się nawet włączyć w dyskusje na forach tematycznych.

Są wreszcie narzędzia takie jak Akademia Khana – serwis z filmami edukacyjnymi, dostępny bezpłatnie dla każdego nauczyciela i ucznia na świecie. Można z nim zrobić cuda (będę pisał za kilka wpisów o „odwróconej klasie”), ale nawet po prostu użyty na lekcji, zwiększy ilość wiedzy zdobytej przez dzieci. Polecam Wam świetny artykuł, pokazujący jak wygląda zastosowanie Akademii Khana w praktyce: http://educationnext.org/can-khan-move-the-bell-curve-to-the-right/. Są tam też cytowane wyniki, które osiągnęli korzystający z niej uczniowie.

Co więcej, jeżeli ktoś z Was ma dzieci w wieku szkolnym, Akademią Khana możecie uzupełnić ich wiedzę - traktując je jako bezpłatne korepetycje, na żądanie, i to w fajnej dla dzieci formie.

Użycie komputerów i internetu w szkole wymaga jednak zasadniczej zmiany nastawienia – u wszystkich. Nauczyciele muszą zechcieć zaryzykować a uczniowie zobaczyć korzyści. Ogromna praca jest także przed dyrektorami i wydziałami edukacji w samorządach - w końcu to one zarządzają szkołami i one decydują o ich finansach. 

W następnym wpisie opowiem trochę o wynikach badań przeprowadzonych w ramach projektu Laboratorium Dydaktyki Cyfrowej. Razem z moim zespołem sprawdzaliśmy, jakie są bariery powodujące, że wykorzystanie narzędzi cyfrowych w szkole wygląda najczęściej tak, jak w historii na górze wpisu. No i zobaczymy, jak się skończy starcie Maksa z Rozgwiazdą. Czy obejdzie się bez wizyty u dyrektora? ;-)

A tymczasem, co o tym sądzicie? Wyobrażacie sobie dzieci w polskiej szkole na takiej lekcji?

3 komentarze:

  1. Wykorzystanie elektroniki w edukacji to jak najbardziej słuszna idea. Szkoda byłoby nie skorzystać z tak bezkresnego zasobu wiedzy wszelakiej jak choćby internet. Ten kij ma jednak dwa końce. Jak nie dopuścić jednocześnie do wychowywania "gadżeciarzy", którzy nie potrafią potem żyć bez elektroniki, facebooka itp. ? Co zrobić, żeby dzieci wychowane przy komputerach potrafiły spędzać czas wolny na rowerze lub grając w piłkę, zamiast dostawać białej gorączki, jeśli rodzice zabiorą ich gdzieś, gdzie nie ma zasięgu sieci 3G lub WiFi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już kwestia rodziców jak dzieci wychowają, chociaż teraz rodzice głupio myślą, że to obowiązkiem szkoły jest wychować ich dziecko, co oczywiście jest całkowicie mylną myślą, no ale takie są konsekwencje polityki państwa

      Usuń
  2. Jak wszędzie trzeba zachować umiar, bo całkowite przeniesieni zajęć w przestrzeń wirtualną też nie byłoby dobre...
    Grunt to odpowiednie dobranie metod i technik do grupy...no i oczywiście moc kreatywności:)

    http://rozwoj-calanaprzod.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń